W pustyni i w puszczy, rozdział 32, str. 3

– Do apteki? – Tak. Po chininę.
Dziewczynce nie smakowały wprawdzie mocno proszki chininy,
które brała poprzednio, ale ponieważ uważała ją za niezawodne
lekarstwo na wszystkie choroby na świecie, więc westchnęła i rzekła:
– Ja wiem, że ty już nie masz chininy.
Staś podniósł ku kagankowi jeden ze słoików i zapytał z dumą i
radością:
– A to co?
Nel nie chciała oczom wierzyć, on zaś mówił pośpiesznie, cały
rozpromieniony:
– Będziesz teraz zdrowa! Zaraz sporą dozę owinę w skórę świeżej
figi i musisz to połknąć, a czym zapijesz, to się pokaże. Czego tak patrzysz na mnie, jak na zielonego kota?. Tak! mam i drugi słoik. Dostałem oba od białego człowieka, którego obóz leży stąd o cztery mile.
Od niego wracam. Nazywa się Linde i jest ranny; jednakże dał mi dużo dobrych rzeczy. Wróciłem na koniu, ale do niego szedłem piechotą. Myślisz, że to przyjemnie iść w nocy przez dżunglę? Brr! Drugi raz za nic bym nie poszedł, chyba żeby znów chodziło o chininę!.

2008-10-23 09:18:14