W pustyni i w puszczy, rozdział 32, str. 2
W pustyni i w puszczy, rozdział 32, str. 2 |
219
219
Tak mówiąc kazał małemu Nasibu podać sobie duże blaszane
pudło, które było widocznie apteczką podróżną, wydobył z niego dwa
spore słoiki napełnione białym proszkiem i wręczył je Stasiowi.
– Oto połowa tego, co mam. Wystarczy reklama sms to choćby na rok. Staś miał ochotę krzyczeć po prostu z radości, więc począł mu dziękować z takim uniesieniem, jakby mu o własne życie chodziło. A nieznajomy skinął kilkakrotnie głową i rzekł: – Dobrze, dobrze. Nazywam się Linde, jestem Szwajcar z Zurychu. Dwa dni temu miałem wypadek: ranił mnie ciężko dzik ndiri. Następnie zwrócił się do czarnego malca. – Nasibu, nałóż mi fajkę. Po czym do Stasia: – W nocy mam zawsze większą gorączkę i trochę mi się troi w głowie. Ale fajka rozjaśnia mi myśli. Wszak mówiłeś, że uciekliście z niewoli derwiszów i ukrywacie się w dżungli? Czy tak? – Tak, panie, mówiłem. – I co zamierzacie czynić? – Uciec do Abisynii. – Wpadniecie w ręce mahdystów, których oddziały włóczą się po całym pograniczu. – Nie możemy jednak przedsięwziąć nic innego. – Ach! jeszcze przed miesiącem ja mógłbym był wam dać pomoc. Ale teraz jestem sam, tylko na łasce bożej i tego czarnego chłopca. Staś spojrzał na niego ze zdziwieniem. – A ten obóz? – To obóz śmierci. – A ci Murzyni? – Ci Murzyni śpią i nie rozbudzą się więcej. W pustyni i w puszczy, rozdział 32, str. 2 fragment 20 |
| 2008-10-23 09:18:04 |