W pustyni i w puszczy, rozdział 17, str. 4

Powiedziałem mu, że sława jego miłosierdzia rozejdzie się wówczas wśród wszystkich białych narodów. Tu dzieją się straszne rzeczy i bez jego opieki zginiecie niezawodnie z głodu, z niewygód, z chorób lub z ręki szaleńców. Ale musicie sobie go zjednać, a to zależy mi ciebie, – Co mam czynić, panie? – zapytał Staś. – Naprzód, gdy staniesz przed nim, rzuć się na kolana, a jeśli poda ci rękę, to ją ze czcią ucałuj i błagaj go, by was oboje wziął pod swoje skrzydła. Tu Grek przerwał i zapytał: – Czy nikt z tych ludzi nie rozumie po angielsku? – Nie. Chamis został w szałasie, Idrys i Gebhr rozumieją tylko kilka pojedynczych słów – a inni i tego nie. – To dobrze.
Więc słuchaj dalej, albowiem trzeba wszystko przewidzieć. Otóż Mahdi zapyta cię prawdopodobnie, czy gotów jesteś przyjąć jego wiarę. Odpowiedz na to natychmiast, że tak – i że na jego widok od pierwszego rzutu oka spłynęło na ciebie nieznane światło łaski. Zapamiętaj sobie: „Nieznane światło łaski!.” To mu pochlebi i zaliczy cię może do mulazemów, to jest do swych sług osobistych. Będziecie mieli wówczas dostatek i wszelkie wygody, które uchronią was od chorób. Gdybyś postąpił inaczej, naraziłbyś siebie, to małe biedactwo, a nawet i mnie, który chce waszego dobra.
Rozumiesz?
Staś zacisnął zęby i nie odrzekł nic, tylko twarz mu skrzepła i
oczy zaświeciły ponuro, co widząc Grek tak mówił dalej:
– Ja wiem, mój chłopcze, że to jest rzecz przykra, ale nie ma innej
rady! Ci, którzy ocaleli po rzezi w Chartumie, wszyscy przyjęli naukę
Mahdiego. Nie zgodziło się na to kilku katolików misjonarzy i kilka zakonnic, lecz to jest co innego. Koran zabrania mordować kapłanów, więc choć los ich jest straszny, nie grozi im przynajmniej śmierć. Natomiast dla świeckich ludzi nie było innego ratunku. Powtarzam ci, że wszyscy przyjęli mahometanizm: Niemcy, Włosi, Koptowie, Anglicy, Grecy. ja sam.
W pustyni i w puszczy, rozdział 17, str. 4 fragment 40

2008-10-17 10:11:59