PAN TADEUSZ, KSIĘGA SZÓSTA



Sędzia od rana pisał zamknąwszy się w izbie,
Woźny od rana czekał pod oknem na przyzbie;
Sędzia skończywszy pozew Protazego wzywa,
Skargę przeciw Hrabiemu głośno odczytywa:
O skrzywdzenie honoru, zelżywe wyrazy,
Zaś przeciw Gerwazemu o gwałty i razy;
Obydwu o przechwałki, o koszta z powodu
Procesu, ciągnie w rejestr taktowy do grodu. Pozew dziś trzeba wręczyć ustnie, oczewisto, Nim zajdzie słońce. Woźny z miną uroczystą Wyciągnął słuch i rękę, skoro pozew zoczył; Stał poważnie, a rad by z radości podskoczył. Na samą myśl procesu czuł, że się odmłodził: Wspomniał na dawne lata, gdy z pozwami chodził Po guzy, ale razem po zapłaty hojne.
Tak żołnierz, który strawił życie tocząc wojnę,
A na starość w szpitalach spoczywa kaleki:
Skoro usłyszy trąbę lub bęben daleki,
Chwyta się z łoża, krzyczy przez sen: "Bij Moskala!"
I na drewnianej nodze skacze ze szpitala
Tak prędko, że go ledwie może złowić młodzież.

Protazy śpieszył włożyć swą woźnieńską odzież:
Przecież żupana ani kontusza nie kładzie,
One służą ku wielkiej sądowej paradzie;
Na podróż ma strój inny; szerokie rajtuzy
I kurtę, której poły podpięte na guzy
Można zakasać albo spuścić na kolana;
Czapka z uszami, sznurkiem u wierzchu związana,
Wznosi się na pogodę, spuszcza się przed słotą. Tak ubrany, wziął pałkę i ruszył piechotą. Bo woźni przed procesem, jak szpiegi przed bojem, Muszą kryć się pod różną postacią i strojem. Dobrze zrobił Protazy, że w drogę pośpieszył, Bo niedługo by swoim pozwem się nacieszył. W Soplicowie zmieniano kampaniji plany, Do Sędziego wpadł nagle Robak zadumany I rzekł: "Sędzio, to bieda nam z tą panią ciotką, Z tą panią Telimeną, kokietką i trzpiotką.
Kiedy Zosia została dzieckiem w biednym stanie,
Jacek ją Telimenie dał na wychowanie,
Słysząc, że jest osoba dobra, świat znająca,
A postrzegam, że ona coś tu nam zamąca,
Intryguje i pono Tadeuszka wabi;
Śledzę ją; albo może bierze się do Hrabi,
Może do obu razem: obmyślmy więc środki,
Jak się jej pozbyć, bo stąd mogą urość plotki,
Zły przykład i pomiędzy młokosami zwady,
Które mogą pomieszać twe prawne układy". "Układy? krzyknął Sędzia z niezwykłym zapałem, Z układów kwita, już je skończyłem, zerwałem". "A to co? przerwał Robak, gdzie rozum, gdzie głowa? Co tu mi Wasze bajasz, jaka burda nowa?" "Nie z mej winy, rzekł Sędzia, proces to wyjaśni: Hrabia pyszałek, głupiec, był przyczyną waśni, I Gerwazy łotr; lecz to do sądu należy. Szkoda, żeś nie był, Księże, w zamku na wieczerzy, Poświadczyłbyś, jak Hrabia srodze mnie obraził". "Po coś Waść, krzyknął Robak, do tych ruin łaził? Wiesz, jak zamku nie cierpię; odtąd moja noga Tam nie postanie. Znowu kłótnia! kara Boga! Jakże tam było? powiedz; trzeba tę rzecz zatrzeć, Już mnie znudziło wreszcie na tyle głupstw patrzeć, Ważniejsze ja mam sprawy niż godzić pieniaczy, Ale jeszcze raz zgodzę". - "Zgodzić? Cóż to znaczy! A idźże mi Waść wreszcie z tą zgodą do licha! Przerwał Sędzia tupnąwszy nogą, patrzcie mnicha! Że go przyjmuję grzecznie, chce mnie za nos wodzić. Wiedz Wasze, że Soplice nie zwykli się godzić; Gdy pozwą, muszą wygrać: nieraz w ich imieniu Trwał proces, aż wygrali w szóstym pokoleniu. Dosyć zrobiłem głupstwa z porady Waszeci, Zwołując podkomorskie sądy po raz trzeci. Od dzisiaj nie ma zgody; nie ma, nie ma, nie ma! (I krzycząc chodził, tupał nogami obiema).
PAN TADEUSZ, KSIĘGA SZÓSTA fragment 40

2008-11-11 16:00:53