PAN TADEUSZ, KSIĘGA ÓSMA Fragment 20
PAN TADEUSZ, KSIĘGA ÓSMA |
Teraz popsuty między gwiazdami się wala,
Naprawiać go archanioł Michał nie pozwala.
I to wiadomo także u starych Litwinów (A wiadomość tę pono wzięli od rabinów), Że ów zodyjakowy Smok długi i gruby, Który gwiaździste wije po niebie przeguby, Którego mylnie Wężem chrzczą astronomowie, Jest nie wężem, lecz rybą, Lewiatan się zowie. Przed czasy mieszkał w morzach, ale po potopie Zdechł z niedostatku wody; więc na niebios stropie, Tak dla osobliwości jako dla pamiątki, Anieli zawiesili jego martwe szczątki. Podobnie pleban mirski zawiesił w kościele Wykopane olbrzymów żebra i piszczele. Takie gwiazd historyje, które z książek zbadał Albo słyszał z podania, Wojski opowiadał; Chociaż wieczorem słaby miał wzrok Wojski stary I nie mógł w niebie dojrzeć nic przez okulary, Lecz na pamięć znał imię i kształt każdej gwiazdy; Wskazywał palcem miejsca i drogę ich jazdy. Dziś mało go słuchano, nie zważano wcale Na Sito ni na Smoka, ani też na Szale; Dziś oczy i myśl wszystkich pociąga do siebie Nowy gość, dostrzeżony niedawno na niebie; Był to kometa pierwszej wielkości i mocy, Zjawił się na zachodzie, leciał ku północy; Krwawym okiem z ukosa na rydwan spoziera Jakby chciał zająć puste miejsce Lucypera, Warkocz długi w tył rzucił i część nieba trzecią Obwinął nim, gwiazd krocie zagarnął jak siecią I ciągnie je za sobą, a sam wyżej głową Mierzy, na północ, prosto w gwiazdę biegunową Z niewymownym przeczuciem cały lud litewski Poglądał każdej nocy na ten cud niebieski, Biorąc złą wróżbę z niego, tudzież z innych znaków: Bo zbyt często słyszano krzyk złowieszczych tłumaczenie angielski ptaków, Które na pustych polach gromadząc się w kupy Ostrzyły dzioby, jakby czekając na trupy. Zbyt często postrzegano, że psy ziemię ryły I jak gdyby śmierć wietrząc, przeraźliwie wyły: Co wróży głód lub wojnę; a strażnicy boru Widzieli, jak przez smętarz szła dziewica moru, Która wznosi się czołem nad najwyższe drzewa, A w lewym ręku chustką skrwawioną powiewa. Różne stąd wnioski tworzył stojący przy płocie Ciwun, co przyszedł zdawać sprawę o robocie, I pisarz prowentowy w szeptach z Ekonomem. Lecz Podkomorzy siedział na przyzbie przed domem. Przerwał rozmowę gości, znać, że głos zabiera; Błysnęła przy księżycu wielka tabakiera (Cała z szczerego złota, z brylantów oprawa, We środku za szkłem portret króla Stanisława), Zadzwonił w nią palcami, zażył i rzekł: "Panie Tadeuszu, Waścine o gwiazdach gadanie Jest tylko echem tego, co słyszałeś w szkole. Ja o cudzie, prostaków poradzić się wolę. I ja astronomiji słuchałem dwa lata W Wilnie, gdzie Puzynina, mądra i bogata Pani, oddała dochód z wioski dwiestu chłopów Na zakupienie różnych szkieł i teleskopów. Ksiądz Poczobut, człek sławny, był obserwatorem I całej Akademiji naonczas rektorem, Przecież w końcu katedrę i teleskop rzucił, Do klasztoru, do cichej celi swej powrócił I tam umarł przykładnie. Znam się też z Śniadeckim, Który jest mądrym bardzo człekiem, chociaż świeckim. Owoż astronomowie planetę, kometę, Uważają tak, jako mieszczanie karetę; Wiedzą, czyli zajeżdża przed króla stolicę, Czyli z rogatek miejskich rusza za granicę; Lecz kto w niej jechał? po co? co z królem rozmawiał? Czy król posła z pokojem, czy z wojną wyprawiał? O to ani pytają. Pomnę za mych czasów, Gdy Branecki karetą swą ruszył do Jassów I za tą niepoczciwą pociągnął karetą Ogon Targowiczanów, jak za tą kometą, Lud prosty, choć w publiczne nie mieszał się rady, Zgadnął zaraz, że ogon ów jest wróżbą zdrady. Słychać, że lud dał imię miotły tej komecie I powiada, że ona milijon wymiecie". A na to rzekł z ukłonem Wojski: "Prawda, Jaśnie Wielmożny Podkomorzy; przypominam właśnie, Co mnie mówiono niegdyś małemu dziecięciu, Pamiętam, choć nie miałem wówczas lat dziesięciu, Kiedy widziałem w domu naszym nieboszczyka Sapiehę, pancernego znaku porucznika, Co potem był nadwornym marszałkiem królewskim, Na koniec umarł wielkim kanclerzem litewskim, Miawszy lat sto i dziesięć. Ten, za króla Jana Trzeciego, był pod Wiedniem w chorągwi hetmana Jabłonowskiego; owoż ów kanclerz powiadał, Że właśnie kiedy na koń król Jan Trzeci wsiadał, Gdy nuncyjusz papieski żegnał go na drogę, A poseł austryjacki całował mu nogę Podając strzemię (poseł zwał się Wilczek hrabia), Król krzyknął: "Patrzcie, co się na niebie wyrabia!" Spójrzą, alić nad głowy suwał się kometa Drogą, jaką ciągnęły wojska Mahometa, Z wschodu na zachód; potem i ksiądz Bartochowski, Składając panegiryk na tryumf krakowski, Pod godłem Orientis Fulmen, prawił wiele O tym komecie; także czytam o nim w dziele Pod tytułem Janina, gdzie jest opisana Cała wyprawa króla nieboszczyka Jana I wyryta chorągiew wielka Mahometa, I ów, taki jak dziś go widzimy, kometa". "Amen, rzekł na to Sędzia; ja wróżbę Waszeci Przyjmuję, oby z gwiazdą zjawił się Jan Trzeci! Jest na zachodzie wielki dziś bohater; może Kometa go przywiedzie do nas, co daj Boże!" Na to rzekł Wojski głowę pochyliwszy smutnie: "Kometa czasem wojny, czasem wróży kłótnie! Niedobrze, iż się zjawił tuż nad Soplicowem Może nam grozi jakiem nieszczęściem domowem. PAN TADEUSZ, KSIĘGA ÓSMA tłumaczenie angielski fragment 40 |
| 2008-11-11 16:02:31 |