PAN TADEUSZ, KSIĘGA DWUNASTA

Jaką miała sukienkę, jaki strój na głowie, Daremnie pisać, pióro tego nie wypowie, Chyba pędzel by skreślił te tiule, ptyfenie, Blondyny, kaszemiry, perły i kamienie, I oblicze różane, i żywe wejrzenie.

Poznał ją zaraz Hrabia, z zadziwienia blady
Wstał od stołu i szukał koło siebie szpady:
"I tyżeś to! zawołał, czy mnie oczy łudzą?
Ty? w obecności mojej? ściskasz rękę cudzą?
O niewierna istoto, o duszo zmiennicza!
I nie skryjesz ze wstydu pod ziemię oblicza?
Takeś twojej tak świeżej niepomna przysięgi?
O łatwowierny! po cóż nosiłem te wstęgi!
Lecz biada rywalowi, co mię tak znieważa!
Po moim chyba trupie pójdzie do ołtarza!"

Goście powstali, Rejent okropnie się zmieszał,
Podkomorzy rywalów zagodzić pośpieszał;
Lecz Telimena wziąwszy Hrabiego na stronę:
"Jeszcze, szepnęła, Rejent nie wziął mię za żonę,
Jeżeli Pan przeszkadzasz, odpowiedzże na to,
A odpowiedz mi zaraz, krótko, węzłowato:
Czy mnie kochasz, czyś dotąd serca nie odmienił,
Czyś gotów, żebyś ze mną zaraz się ożenił,
Zaraz, dziś? - jeśli zechcesz, odstąpię Rejenta".
Hrabia rzekł: "O kobieto dla mnie niepojęta!
Dawniej w uczuciach twoich byłaś poetyczną,
A teraz mi się zdajesz całkiem prozaiczną;
Cóż są wasze małżeństwa, jeśli nie łańcuchy,
Które związują tylko ręce, a nie duchy?
Wierzaj, są oświadczenia, nawet bez wyznania,
Są obowiązki nawet bez obowiązania!
Dwa serca, pałające na dwóch końcach ziemi,
Rozmawiają jak gwiazdy promieńmi drżącemi;
Kto wie! może dlatego ziemia tak do słońca
Dąży i tak jest zawsze miłą dla miesiąca,
Że wiecznie patrzą na się i najkrótszą drogą
Biegą do siebie! ale zbliżyć się nie mogą!"
"Dość już tego, przerwała, nie jestem planetą
Z łaski Bożej, dość, Hrabio, ja jestem kobietą,
Już wiem resztę, przestań mi pleść ni to, ni owo. Teraz ostrzegam, jeśli piśniesz jedno słowo, Ażeby ślub mój zerwać, to jak Bóg na niebie, Że z tymi paznokciami przyskoczę do ciebie I." - "Nie będę, rzekł Hrabia, szczęścia Pani kłócił!" I oczy pełne smutku i wzgardy odwrócił, I ażeby ukarać niewierną kochankę, Za przedmiot stałych ogniów wziął Podkomorzankę.

Wojski pragnął młodzieńców poróżnionych zgodzić
Przykładami mądrymi, więc zaczął wywodzić
Historyję o dziku Nalibockich lasów
I
tłumaczenia tekstów o kłótni Rejtana z książęciem Denassów,
Ale goście tymczasem skończyli jeść lody
I z zamku na dziedziniec wyszli dla ochłody. Tam włość już kończy ucztę, krążą miodu dzbany, Muzyka już się stroi i wzywa na tany; Szukają Tadeusza, który stał na stronie I coś pilnego szeptał swojej przyszłej żonie. "Zofijo! muszę ciebie w bardzo ważnej rzeczy Radzić się; już pytałem stryja, on nie przeczy. Wiesz, iż znaczna część wiosek, które mam posiadać, Wedle prawa na ciebie powinna by spadać. A chłopi nie są moi, lecz twoi poddani, Nie śmiałbym ich urządzić bez woli ich pani.
Teraz, kiedy już mamy Ojczyznę kochaną,
Czyliż wieśniacy zyszczą z tą szczęśliwą zmianą
Tyle tylko, że pana innego dostaną?
Prawda, że byli dotąd rządzeni łaskawie,
Lecz po mej śmierci Bóg wie komu ich zostawię;
Jestem żołnierz, jesteśmy śmiertelni oboje,
Jestem człowiek, sam własnych kaprysów się boję,
Bezpieczniej zrobię, kiedy władzy się wyrzekę
I oddam los włościanów pod prawa opiekę. Sami wolni, uczyńmy i włościan wolnemi, Oddajmy im w dziedzictwo posiadanie ziemi, Na której się zrodzili, którą krwawą pracą Zdobyli, z której wszystkich żywią i bogacą. Lecz muszę ciebie ostrzec, że tych ziem nadanie Zmniejszy nasz dochod, w miernym musimy żyć stanie.
Ja przywykłem do życia oszczędnego z młodu,
Lecz ty, Zofijo, jesteś z wysokiego rodu,
W stolicy przepędziłaś twoje młode lata,
Czyż zgodzisz się żyć na wsi? z daleka od świata!
Jak ziemianka!"
A na to Zosia rzekła skromnie:
"Jestem kobietą, rządy nie należą do mnie,
Wszakże Pan będziesz mężem; ja do rady młoda,
Co Pan urządzisz, na to całym sercem zgoda!
Jeśli włość uwalniając zostaniesz uboższy,
To, Tadeuszu, będziesz sercu memu droższy. O moim rodzie mało wiem i nie dbam o to; Tyle pomnę, że byłam ubogą, sierotą, Że od Sopliców byłam za córkę przybrana, W ich domu hodowana i za mąż wydana.
Wsi nie lękam się; jeśli w wielkim mieście żyłam,
To dawno; zapomniałam, wieś zawsze lubiłam;
I wierz mi, że mnie moje kogutki i kurki
Więcej bawiły niżli owe Peterburki;
Jeśli czasem tęskniłam do zabaw, do ludzi,
To z dzieciństwa; wiem teraz, że mnie miasto nudzi;
Przekonałam się zimą po krótkim pobycie
W Wilnie, że ja na wiejskie urodzona życie;
Pośród zabaw tęskniłam znów do Soplicowa.
Pracy też nie lękam się, bom młoda i zdrowa,
Umiem chodzić około domu, nosić klucze;
Gospodarstwa, obaczysz, jak ja się wyuczę!"

Gdy Zosia domawiała ostatnie wyrazy,
Podszedł ku niej zdziwiony i kwaśny Gerwazy:
"Już wiem! rzekł, Sędzia mówił już o tej wolności!
Lecz nie pojmuję, co to ściąga się do włości!
Boję się, żeby to coś nie było z niemiecka!
Wszak wolność nie jest chłopska rzecz, ale szlachecka!
Prawda, że się wywodzim wszyscy od Adama,
Alem słyszał, że chłopi pochodzą od Chama,
Żydowie od Jafeta, my szlachta od Sema,
A więc panujem jako starsi nad obiema. Jużci pleban inaczej uczy na ambonie.
Powiada, że to było tak w Starym Zakonie,
Ale skoro Chrystus Pan, choć z królów pochodził,
Między Żydami w chłopskiej stajni się urodził,
Odtąd więc wszystkie stany porównał i zgodził;
Niech i tak będzie, kiedy inaczej nie można!
Zwłaszcza że, jako słyszę, i Jaśnie Wielmożna
Pani moja Zofija na wszystko się zgadza;
Jej rozkazać, mnie słuchać, jużci przy niej władza. Tylko ostrzegam, byśmy wolności nie dali Pustej i słownej tylko, jako za Moskali, Kiedy pan Karp nieboszczyk włościan wyswobodził, A Moskal ich podatkiem potrójnym ogłodził.
PAN TADEUSZ, KSIĘGA DWUNASTA tłumaczenia tekstów fragment 100

2008-11-11 16:10:01