barcelona

Krasicki, Monachomachia, pieśń 6

Znużonej trzodzie z przykładnej ochoty Pulchnokarczysty pasterz błogosławił. Śmierć była na dnie, za nią w ścisłej parze Obfite stypy i anniwersarze. Pasą się oczy wspaniałym widokiem, Już zapomnieli o bitwie i radzie.
Wtem ojciec Kasper leci szybkim krokiem,
Oko podbite świadczy, że był w zwadzie,
Doktor zwyczajnym tonem i wyrokiem
Iść z kuflem w bitwę za pierwszy punkt kładzie
"Z pełnym - rzekł prałat i tak rzecz wywodzi -
Puchar ich wstrzyma, lecz wino pogodzi".

W nagłej potrzebie i skąpy uczynny:
Niesie brat Czesław, rumiany i tłusty,
Ogromne dzbany, już czuć zapach winny
Wina, którego w post i mięsopusty
W swej celi tylko doktor miodopłynny
Przewielebnymi sam popijał usty;
Garniec wlał w puchar Czesław, wlał i stęknął;
Rozśmiał się w duchu prałat, doktor jęknął. Idźcież szczęśliwie,
tłumacz on line gdzie was sława niesie, Pokoju, zgody i miłości dzieci! Idźcie! w ciemnościach niech blask ukaże się, Chwała przed wami przodkuje i leci. Tobie przeklęstwo, Arystotelesie! Czyż cię ta bitwa uczonym zaleci? Cóż ma za korzyść, kto twój towar kupi? Próżność nauka! najszczęśliwsi głupi. Wchodzą już w same progi refektarza, Skąd Mars zajadły Minerwę wypędził; Rajmund w tym czasie trzonkiem od lichtarza Jeszcze się bronił. Doktor próżno zrzędził; "Przestańcie bitwy!" - krzyczy i powtarza. Wrzask wszystkich zgłuszył, strach twarze wywędził. Jeszcze się reszta krzepi bez oręża, Gaudenty gromi, Gaudenty zwycięża. Stanął, upuścił broń, skłonił się nisko, Skoro szacowny skarb w progu obaczył. Stanęli wszyscy na te widowisko, A gdy się puchar coraz zbliżać raczył, Krzyknęli: "Zgoda!". Tak wojny siedlisko W punkcie dzban miejscem pokoju oznaczył Czarni i bieli, kafowi i szarzy, Wszystko się łączy, wszystko się kojarzy. Za czyje zdrowie pili w takiej porze? Nie wiem; lecz gdybym znajdował się z nimi, Piłbym za twoje, szacowny przeorze. Za twoje, który czyny chwalebnymi Jesteś i mistrzem, i ojcem w klasztorze I dajesz poznać przykłady twoimi, Jak umysł prawy zdrożności unika. Cnota, nie odzież czyni zakonnika. Czytaj i pozwól, niech czytają twoi, Niech się z nich każdy niewinnie rozśmieje. Żaden nagany sobie nie przyswoi, Nikt się nie zgorszy, mam pewną nadzieję. Prawdziwa cnota krytyk się nie boi, Niechaj występek jęczy i boleje.
Krasicki, Monachomachia, pieśń 6 tłumacz on line fragment 40

2008-11-16 10:01:46